Miłoszewski a kompleks polski

Dziś o kryminale, Zygmuncie Miłoszewskim i o jego miejscu w kulturze polskiej. Tym, które sam chce zajmować i tym, które mu proponują.

Po pierwsze to bardzo ciekawe jaką drogę przeszły w ostatnim czasie kryminały. Nie tyle w rozwoju gatunku, choć i tu sporo się działo, ale w naszym o nich myśleniu. W naszym powszechnym rozczytywaniu się w powieściach kryminalnych, osobliwie skandynawskich ale i polskich, w tych nonszalanckich i na poły nihilistycznych wyznaniach przy kawie, w drodze do kina, w telefonicznych plotkach, że „ostatnio czytam tylko kryminały, literatura mnie nudzi”, „nie ma nic ciekawego do czytania, zostały mi kryminały”, „jestem taka zmęczona, że mogę czytać tylko kryminały”. I czytamy, a nawet kupujemy, ale wciąż pokątnie, niechcący, w zawstydzeniu. Jakbyśmy nie pamiętali, że kryminały pisał Dostojewski, za pieniądze i na termin. Jakbyśmy się tłumaczyli z tego czytania, kajali, przepraszali. Jakbyśmy mieli wdrukowane, że literatura to absolutnie nie to samo co przyjemność, że radość z lektury to grzech, że ona nie może nas wciągać, angażować na cały wieczór, bo ma męczyć, ma dręczyć, ma nas poruszać dogłębnie i absolutnie, ma zachwycać perfekcją strof a skoro nie porusza to jej czytanie jest niczym jakaś zdrada wielkiej polskiej literatury. I trzeba przeprosić, że się podoba to, co podobać się nie ma prawa – kryminał. Oto ból polskiego inteligenta. Czego dowodem wielka narodowa dyskusja po otrzymaniu przez Miłoszewskiego Paszportu Polityki. Doprawdy, nieporozumienie, przecież to tylko kryminał!

Nasze kompleksy szkolne, że czytać należy tylko „rzeczy ważne”, tylko romantyków, postromantyków, postpostromantyków, poezję polską, laureatów Nobla, NLG i Nagrody Nike, uderzyły w nas właśnie rykoszetem, gdy okazało się, że w głębi duszy chcemy tych kryminałów. Że to one są teraz dla nas jakimś polem odniesienia, jakimś nowym powszechnym polem wyobrażeń. Nie ma nowej prozy polskiej w randze Gombrowicza, do którego wiecznie i niezłomnie wszyscy się odnoszą, ale jest Miłoszewski, ze swoim przesiąkniętym ironią bohaterem, wściekłym na Polskę gminną, nawet jeśli warszawską. Przecież czujemy, że w jakiś sposób to Szacki nam komentuje rzeczywistość, jest bohaterem naszych czasów. Szacki się za nas wk*wia na wszystkie paradoksy i absurdy naszego świata. Miłoszewski więcej mówi o kondycji polskiego inteligenta niż Jakub Żulczyk czy Dorota Masłowska, nie ujmując niczego Ślepnąć od świateł czy Kochanie, zabiłam nasze koty.

Dlatego go czytamy, żeby się przejrzeć w zwierciadle, my, absolwenci szkół wyższych, których nie bawią zabawy słowem i formą w polskiej literaturze współczesnej, bo ich nie rozumiemy, są dla nas za dziwaczne, za trudne, za bardzo przypominają nam szkolnego Gombrowicza, którego co prawda lubiliśmy za wyśmiewanie, ale nigdy do końca nie rozumieliśmy. My, absolwenci, lubimy fabułę, silnego bohatera, historię która jest trochę nasza i trochę obca. Lubimy akcję i napięcie. I żeby ktoś w końcu napisał co nas wkurza, ale nie wprost, nie jako zbiór zjadliwych felietonów, bo to nas nie oczyści, tylko jeszcze bardziej nakręci. My chcemy, żeby autor nasze frustracje wprowadził w świat powieści i żeby dobry, choć nie kryształowy, szeryf zrobił z tym całym bajzlem porządek. Albo chociaż z jakimś przedstawicielem tego burdelu, jakimś naprawdę bardzo złym i brzydkim. Dla nas i za nas. I dlatego czytamy Miłoszewskiego, bo on to wszystko dla nas połączył w jedno.

Więc choć okazuje się, że jesteśmy w jakimś wiecznym zaprzeczeniu, w udawaniu że nie czytamy skoro czytamy, to teraz grzech został z nas zdjęty i można już legalnie się przyznać, bo przecież Miłoszewski dostał Paszport Polityki. Nasza obłuda sięga zenithu bo skoro Ziarno prawdy zostało sfilmowane i to w dodatku przez Lankosza to możemy już w spokoju powiedzieć znajomym, że owszem kupujemy, czytamy, dobre, nawet bardzo dobre. Czujemy się usprawiedliwieni. Czujemy, że się nie zdekonspirujemy brakiem właściwej inteligencji.

I możemy zasnąć spokojnie, bo teraz to już pewne, że Mickiewicz w ciemnym grobie wawelskim nam wybaczy.

Reklamy