Trzej królowie fantasy

Najważniejsza triada trzydziestolecia polskiej fantasy to Kres, Sapkowski i Wegner. Nie, nie Jacek Dukaj, pomimo Innych pieśni. Nie Jarosław Grzędowicz, ani Jacek Piekara. Być może ten wybór wyda się wielu nieuzasadniony (poza Sapkowskim), ale każdy z tej trójcy swoją twórczością ustanowił ważny zwrot w polskiej fantasy, skierował ją na nowe tory, miejsce którego do tej pory nie zajmowała. Każdy z nich stanowi symbol swoich czasów, literackich mód, zapatrywań i oczekiwań odbiorców, ich dojrzałości i kompetencji czytelniczych. Każdy z nich pozwala nam zobaczyć czytelnika idealnego, wirtualnego odbiorcę swoich czasów.

Zacznijmy od początku, czyli od Feliksa W. Kresa. To on, jak słusznie zauważa Katarzyna Kaczor w eseju o polskiej fantasy[i] jest jednym z prekursorów i mistrzów gatunku. Kres nie zatrzymuje się na kilku opowiadaniach, lecz sukcesywnie od początku lat 90. tworzy autonomiczny, oryginalny świat Szereru, i opisuje go przez kolejnych 20 lat. Pisze taką fantasy, na jakiej się wychował, czyli w stylu fantastyki lat 80. na Zachodzie. Oferuje nam bogaty, szczegółowo opisany świat, z wyraźnym bohaterem i magią, która wpływa na jego losy. Jednocześnie pokazuje postaci z oddalenia, w pełnym opisie, z narratorem wszystkowiedzącym. Taka postawa powoduje, że czytelnik staje się biernym obserwatorem zdarzeń, nie angażuje się, obserwuje i zachwyca się  spójnością wykreowanego świata, jego innością. Brak bezpośrednich obrazów emocji bohaterów, przyglądania się im w stanach rozterek, poddawania w wątpliwość ich działań, powoduje że nawet niejednoznaczne wybory moralne nie zaskakują. Kres prowadzi czytelnika jak po sznurku, wyjaśnia, opowiada, opisuje. Czytelnik Kresa wszystko zna i wie, rozumie kto jest kim i dlaczego tak postępuje. Kres jest mistrzem w tym szerokim, bezpiecznym opowiadaniu świata przedstawionego, choć w ostatnim tomie odchodzi od przyjętego sposobu na rzecz efektownego  i nieracjonalnego eliminowania własnych bohaterów. Ale prawdziwym źródłem sukcesu jest druga z charakterystycznych dla tej prozy cech: militaryzm. Wojsko, wojskowość, optyka wojenna sierżanta, generała, dowódcy. Strategia i planowanie, próby przechytrzenia przeciwnika, przewidywanie jego posunięć. Bohaterami stają się żołnierze płci obojga a militaryzm jego prozy ustanawia pisarstwo Kresa w innej niż dotychczasowa optyce fantasy. Autor przełamuje schemat gatunkowy, bo to rycerze są głupi i butni, a wojskowi zazwyczaj szlachetni. Obrazu dopełniają  inteligentne koty i Północna Granica, która wiecznie stoi w ogniu.

Być może ten brak bliskości bohatera w prozie Kresa nie raził czytelnika, bo nie wiedział on jeszcze że można inaczej, cieszył się więc fantasy wojskową. Jednocześnie Kres, czytany przez „fandom”, był zbyt hermetyczny dla innego odbiorcy. Jego pomysł na tekst militarny,  pozytywnie przyjmowany przez czytelników fantastyki, automatycznie zamykał do niego drogę potencjalnym odbiorcom spoza obozu fantastycznego. Sytuacja getta doskonale opisuje pozycję pisarską Kresa. Znany i lubiany w wąskim gronie odbiorców, tworzył w zgodzie z tym, co najlepsze w znanej fantasy, ale nie zaistniał w świadomości odbiorców mainstreamowych.

Inaczej Sapkowski. Sapkowski przyszedł z czymś, co nie mieściło się w polskich ramach dotychczasowego myślenia o fantasy. Zrobił to po swojemu, i choć się obczytał, obstawił literaturą przedmiotu i biblioteką fantasy, to nie naśladował w metodzie nikogo i niczego. Nie liczył się też z oczekiwaniami czytelnika, z jego przyzwyczajeniami, choć, wraz z sukcesem, kolejne tomy stały się kwintesencją pisania pod czytelnika. Inaczej niż jego poprzednicy, pokazywał bohatera z bliska, w sytuacjach granicznych, nagłych wyborów, gdy nie wiedzieliśmy i nie mogliśmy przewidzieć jak się zachowa, co się stanie, czy kim tak naprawdę jest. Jak pisze Kaczor, o ile Kres rozpisywał świat, rozgrywał go i rozciągał materię Szereru przed czytelnikiem, Sapkowski skupił się na bohaterze, unikając opisu świata[ii].

Unikanie opisu świata wynika ze świadomych ustaleń twórczych. Sapkowski nie stworzył świata, bo nie potrafił, bądź nie uznał za ważne, by go budować od podstaw. Łączy się to z jego decyzją pisarską, by skompilować świat wiedźmina z szeregu celtyckich i germańskich mitów, legend arturiańskich, baśni magicznych, symboli, przypowieści, wiejskich bajań[iii]. Było to być może niezbyt czystym zagraniem względem zasad rządzących gatunkiem, wedle których za jedną z najważniejszych wyznaczników talentu autora uważa się umiejętność stworzenia oryginalnego, rozbudowanego i koherentnego świata wyobrażonego. Ale kto powiedział, że nie można korzystać ze źródeł? Skoro nie jest zabronione, znaczy że jest dozwolone, a w sztuce mało jest zasad, których nie należy łamać dla dobra dzieła. Sapkowski postawił więc na znany na Zachodzie retelling, bo nikt tego jeszcze w Polsce nie robił a szkoda mu było nie wykorzystać tak ważnego i silnego trendu, znanego w literaturze anglosaskiej już od lat 60.

Ale Sapkowski zrobił coś jeszcze. Stawiając na bohatera podetknął go czytelnikowi pod nos, i zamiast opisywać co zrobił bądź zrobi, pokazał go w bezpośredniej akcji, tu i teraz. Poetyka tekstu Sapkowskiego, jego krótkie zdania, odwołania do znanych tekstów kultury, sarkazm i humor  dialogów, emocjonalność i napięcie stale towarzyszące bohaterom, pointy kończące rozdziały i ironia tragiczna, wszystko to powodowało, że czytelnik zostawał zagarnięty przez tekst, „wciągnięty” do świata przedstawionego. Zaangażowanie odbiorcy w to, co dzieje się z bohaterem, ta gra emocji wynikała z taktyki podobnej do nowoczesnego serialu, który niczego nie opowiada a wszystko pokazuje. Sapkowski napisał scenariusz serialu fantastycznego, zapisanego w formie powieści i opowiadań. To oddanie inicjatywy czytelnikowi, ta emocjonalność decydują o nieustannym powodzeniu powieści. Bo przecież puszczanie oka do czytelnika, który rozpoznaje kanon kulturowy, dotyczył tylko tych pierwszych odbiorców, którzy ów kanon znali, i czuli się dowartościowani swoją inteligencją, rozumiejąc niuanse prozy. A Sapkowskiego czytali wszyscy, i ci obeznani i ci zupełnie nie rozumiejący czym jest Brokilon, Dziki Gon, księżniczka strzyga i Kościej. Sapkowski wyczuł, że polski czytelnik nie jest gotowy na klasyczną fantasy heroiczną, ale na jej wariację jak najbardziej. Bo polski czytelnik nie szedł drogą naturalną, lecz na skróty jak polska gospodarka lat 90., przeskakiwał dekady, nurty, mody, dyskursy i klasyków gatunku. Polski czytelnik musiał brać to, co było na rynku, cieszyć się i nadrabiać zaległości w tempie ekspresowym. Sapkowski był do tego procesu doskonały. Nie próbował wprowadzić wszystkiego po kolei, po prostu napisał po swojemu.

Popularność ASa rozbroiła polską scenę fantasy na długo. Młodzi, zachwyceni jego erudycją i umiejętnością budowania napięcia, pisali jak Sapkowski, zawsze gdy tylko nie pisali jak Tolkien. Te nieudolne próby naśladownictwa były jak młodzieńcze zakochanie, o którym wiemy, że w końcu przejdzie, ale jakże męczy otoczenie. I tak jak wszyscy pisarze sf musieli się ustosunkować do Lema, tak w fantasy takim nazwiskiem stał się Sapkowski. Podczas gdy Kres spokojnie pisał swoją historię o świecie Szereru, nawet nie w kontrze, po prostu obok.

Rację ma Katarzyna Kaczor[iv], gdy pisze że potrzebny był czas by, podobnie jak po Lemie, po Sapkowskim zaistnieli w fantasy nowi, autonomiczni, odrębni twórcy. Dlatego pisząc o triadzie ważnej dla polskiej fantasy wyróżniłam Roberta M. Wegnera, bo jego pisarstwo wydaje się być kompilacją powstałą z tego, co najlepsze u Kresa i Sapkowskiego, a jednocześnie przynosi zupełnie nową jakość. A więc militaryzm i siła męskiego świata z Kresa, oraz „kamera na bohatera” od Sapkowskiego. Dzięki temu Opowieści z meekhańskiego pogranicza nie są przegadane, opowieść jest emocjonalna, wciągająca, autor nie nuży nas opisami, ale pokazuje w żywych obrazach akcję. To odrobiona lekcja z narracji, z przemian gatunku, z potrzeb czytelników. Ta kompilacja to też najlepsze co można zrobić z zastanym dziedzictwem: wchłonąć je, zrozumieć i naznaczyć własnym rysem, osobistą wrażliwością twórczą.

Wegner pisze uniwersalnie i dla wszystkich, nie ograniczają go ramy gatunku, nie ma już strachu przed zamknięciem w oblężonej twierdzy. O ile wyjście z getta zapewnił Sapkowski, bo zdobył popularność, otrzymał Paszport Polityki a do tego na bazie jego prozy powstał film, serial i gra znana na całym świecie, to Wegner jest człowiekiem przyszłości polskiej fantasy. Choćby dlatego, że pseudonim pisarza nie daje informacji, z jakiego kraju pochodzi. Jeśli kupilibyście wersję angielską jego utworów, bez sprawdzenia języka tłumaczenia, nie domyślicie się kraju pochodzenia autora, bo Wegner to miano uniwersalne. To pisarz, który zna swoją wartość i pisze dla czytelnika globalnego. Wie, jakie to ważne, by twoje nazwisko mógł zapamiętać czytelnik w Stanach, Japonii czy Rosji. Być może to drobnostka, ale ta przezroczystość wydaje mi się bardzo znacząca, bo dotyczy też stylu i poetyki pisania. Wegner wie, że nie ma sensu zamykać się jedynie na to co znamy z własnego podwórka, pisać aluzyjnie, konfidencjonalnie, satyrycznie. W jego tekstach nie ma żadnej gry z lokalnym czytelnikiem, naleciałości, sugestii, komentarzy i podtekstów politycznych, tak typowych dla Sapkowskiego. To tekst podany wprost, tekst dla innego pokolenia. Wartka akcja, wyraziści bohaterowie, wzorowani na najlepszej fantasy z jej najnowszymi trendami. Wegner pisze fantasy na światowym poziomie, i to chyba nas najbardziej zaskakuje. Że nie ma polskiego kompleksu, że jego proza jest wartka i wciągająca a jednocześnie zupełnie inna niż wzór Sapkowskiego. Jego świat, zbudowany z rozmachem ale opowiedziany oszczędnie, pokazany w akcji nie w opisie, to coś co gwarantuje mu miejsce wśród najlepszych polskich pisarzy fantasy. Nie wiem skąd on się taki wyrodził, jak mu się udało nie zbłądzić, nie nabrać złych nawyków, nie być wtórnym, wiecznie aspirującym, pretensjonalnym. Nie wiem, ale cieszy mnie, jako krytyka, że się uchował i że się rozwija jako pisarz.

I to wszystko, co  w krótkim eseju mogę rzec o królach polskiej fantasy.

[i]K. Kaczor, Bogactwo polskich światów fantasy. Od braku nadziei do eukatastrophe, „Anatomia Wyobraźni”, Gdańsk 2014.

[ii]Ibidem.

[iii]Por. E. Żukowska, Mitologie Andrzeja Sapkowskiego, Gdańsk 2011.

[iv]K. Kaczor. Bogactwo…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s