Obrona braci Nolanów

Interstellar wzbudza emocje. Ludzie się wykrzywiają, grymaszą, naburmuszają i złoszczą. Miała być druga Odyseja kosmiczna a nie jest! Zostaliśmy oszukani! Oczekiwaliśmy rzeczy przewidywalnej, znanej, kolejnej w szeregu, drugiej, piątej, entej ekranizacji o wielkim podboju kosmosu a dostaliśmy inną!

Oczekiwania widzów nie po raz pierwszy wzbudzają moje zadziwienie. Tak, jakby twórca był ich poddanym, ich robotnikiem, pracownikiem, podwykonawcą, nie partnerem. Jakby praca w filmie była pracą w usługach kinematograficznych. Jakby indywidualne widzenie spraw i świata reżysera/scenarzysty musiało być w granicach i normach doświadczeń widza. Inaczej to „film nieudany”.

Każdy z nas, na kolejnych etapach swojego życia ma pewien zestaw spraw i tematów, które go poruszają, są mu bliskie, rozważa je, przygląda się im. Dotyczą jego życia, są ważne. Twórca dzieli się tymi tematami z odbiorcą w formie sztuki, literatury, spektaklu, filmu. Pokazuje mu to, co go teraz zajmuje, co jest istotne w jego życiu, co go porusza i dlaczego. Bracia Christopher i Jonathan Nolanowie, reżyser i scenarzysta, zrobili film o poświeceniu i trudnych decyzjach, relacjach ojca z córką, o eksploracji nowych obszarów, o miłości i intuicji. Oczywiście „oszukany” widz zapyta: ale dlaczego w kosmosie? Nie mogli zrobić obyczajowego filmu dziejącego się na farmie w Teksasie? A czy wszystkie filmy o złych ludziach są filmami gangsterskimi? I czy każdy film gangsterski nie jest też filmem o miłości?

Sekwencje rodzinne są bardzo wzruszające i to też zarzucono Nolanom, że nie jest to zimny film o zimnym kosmosie, tylko emocjonalny wulkan, który co poniektórzy licealiści (wiekiem, bądź stanem dojrzałości) nazwali filmem a`la Paulo Coelho. A przecież wątek relacji ojca z córką opowiada o wielu poziomach opuszczenia. Nie tylko fizycznego, ale też emocjonalnego, o braku wsparcia, które wcześniej było. To też opowieść o dziecięcym talencie, który nie zna ograniczeń, który szuka tam gdzie nikt wcześniej nie myślał by znaleźć, o dziecku które z natury swojej jest ciekawe, genialne i bez ograniczeń. Jeśli tylko jest odpowiednio kierowane przez opiekuna, rozwija się, zadziwia. Talent to skarb, który trzeba podlewać niczym egzotyczny, rzadki kwiat, umiejętnie i z wyczuciem. Dla mnie historia o utalentowanej dziewczynce jest też metaforą, przypowieścią o tym, że powinniśmy pamiętać o własnym twórczym dziecku, które żyje w naszym wnętrzu, dbać o nie, nie opuszczać go. I, że nawet opuszczone, gdy zmuszają nas do tego okoliczności, przetrwa. Więc niejako to też film dla ludzi twórczych i utalentowanych, i nie ma znaczenia czy są fizykami, czy malarzami. Talent jak dziecko, wymaga opieki, miłości i poświęcenia.

To też film o nadmiernym zaufaniu do liczb, o lekceważeniu intuicji, którą racjonaliści odrzucają a priori, tylko dlatego, że nigdy nie poczuli siły jej rażenia. Skoro mnie to nie dotyczy, to znaczy, że tego nie ma. Siła miłości, o której tak niezwykle opowiada Cooperowi jedna z bohaterek filmu, dr Brand, dowodzi jak mało o niej wiemy, jak jej nie rozumiemy, przyjmujemy jako rzecz dziwaczną, ale oswojoną, niby ważną, ale nienaukową a wręcz antynaukową więc niewartą uwagi poważnych ludzi. A przecież wszystkie filmy traktują o miłości, bo miłość tak jak narodziny i śmierć dotyczy wszystkich, bezwzględnie wszystkich ludzi na świecie i jest niezbędna nie tylko z biologicznego punktu widzenia. I nikt nie wie jak działa, nikt nie rozumie jej mechanizmu, wszyscy się męczą, ale nikt nie raczy potraktować jej poważnie. I gdy w filmie o kosmosie, o tym jakże ważnym temacie, pojawia się wątek siły miłości i intuicji, zawierzenia przeczuciu, to jakby nie przystoi powadze, wzbudza emocje, nerwy.

Interstellar dotyka też tematu wyzwania i podejmowania decyzji, zwłaszcza tych złych. Można w tym widzieć historię o tak zwanym „złym, co na dobre wyszło”. Jeśli jednak ktoś w swoim życiu nie rozstrzyga i nie postanawia, i nigdy nie był zmuszony zadecydować o czymś co mogło skutkować „trzęsieniem ziemi”, to istotnie dla niego ten film może być o niczym. Bo cóż to wielkiego źle postanowić? Nigdy się nie przekonał. Dlatego tak istotne w odbiorze filmu Nolanów wydaje się „rezonowanie”, posiadanie wspólnego obszaru emocjonalnych doznań, pewnego zasobu podobnych sytuacji życiowych, doświadczenia biedy, braku nadziei, opuszczenia, potrzeby kreatywności, odpowiedzialności za innych, podejmowania decyzji. Dla kogoś kto pamięta uczucia z tym związane Interstellar wcale nie jest nieudany. Jest po prostu filmem o ludzkim doświadczeniu a nie filmem o kosmosie.

I owszem, wzbudza emocje.

Reklamy