O powieści przełamanej

Moim pierwszym wrażeniem ze spotkania z prozą Michaela Ondaatje było zaskoczenie. To był Angielski pacjent, w paperbookowym wydaniu, zabrany w podróż, by umilić czas. Nie umilił, wrażenie było piorunujące. Zabrałam go z myślą o lekturze miłosnej, pełnej emocji, wciągającej. Nie wiem dlaczego pomyślałam, że film wyłuskał wszystko co możliwe z powieści i nic mnie już w niej nie zaskoczy. Zachwycił mnie od pierwszych stron.

Z takim bijącym sercem otwierałam Divisadero. Szłam niczym na spotkanie z dawnym kochankiem, przestraszona, ale i podekscytowana. Ale nie doznałam wstrząsu, choć też i nie zmieszania. Divisadero to piękna książka, ale dziwna i nierówna. Nie musi być jednolita, wszak nazywa się Przełom/Przełamanie. To jednak dwie książki w jednym, tak różne od siebie, jak to tylko możliwe. Różne fabułą, bohaterem, czasem i przestrzenią, poetyką narracji. Przypominam sobie, że przecież Angielski pacjent też składał się z dwóch opowieści. W Divisadero nie ma jednak historii przeplecionej, lecz wyraźnie przełamana na pół. Nie wiem czy to zaleta, tęskniłam za bohaterami pierwszego rozdziału, i choć postać Anny spaja te dwa wątki, to jednak, jak mówi narrator „nie jest to już ta sama osoba”.

Pierwsza część Divisadero Michaela Ondaatje to opowieść o Claire, Annie i Cooperze. Fabuła snuje się niespiesznie i choć jej leniwe tempo zostaje przemieszane obrazami brutalnymi, to zapamiętuje się przede wszystkim poetykę obrazów, które Ondaatje narzuca czytelnikowi i które przywiązują go swoją surową formą do lektury. Ten stan popadania w lekturę niczym w trans, właściwie nieuzasadniony akcją, udziela się czytelnikowi od pierwszych stron. Nie czekałam i nie spekulowałam w trakcie lektury co stanie się z bohaterami, bo to co im się przytrafia jest zdarzeniem losowym, nagłym, nieprzewidywalnym przypadkiem. Pisać o zwrotach akcji wydaje się jakoś niestosownie w przypadku prozy kanadyjskiego pisarza. To raczej punkty zbieżne, konfrontacje, huragany, które przewracają wyobrażenie bohaterów o świecie i czytelnika, który zdołał wypracować jakiś punkt widzenia.

Historia Claire, Anny i Coopa to taki właśnie komentarz do ważnego, silnego emocjonalnie zdarzenia sprzed lat. Naznaczonego brutalnością, rodzinną tajemnicą, które niczym zwrotnica przestawia ich młode życie na inne tory. Ale odpowiedź na pytanie czy ich to niszczy czy raczej otwiera na świat, zmusza do życia samoistnego, swojego, nie jest już taka prosta. Bo pierwotna odpowiedź cisnąca się na usta, że to cios, akt zła, że to straszne i że to ich łamie, jest tylko w pierwszym momencie prawdziwa. Całe ich późniejsze życie, płynące w cieniu tej katastrofy staje się jednak jakoś wybrane, wewnętrznie spójne, z silnym nurtem odczuwania i świadomego ustanawiania. Zaangażowanie Claire w pomaganie ludziom, badania naukowe Anny, hazard Coopa są wynikiem tego zdarzenia, które inicjuje w nich późniejsze obszary życia.

Divisadero to w rzeczywistości miasto w meksykańskiej prowincji Chihuahua, to też ulica w San Francisco i w Visalia w Kaliforni. Ale, choć część akcji rozgrywa się na amerykańskiej terenach zachodniego wybrzeża, nie jest to książka o dzieciach z kalifornijskiej prowincji, bo w połowie powieści, w tę senną narrację o przywiązaniu i pierwszej miłości, pierwszym pożądaniu wkrada się postać francuskiego pisarza i całkowicie kradnie opowieść.

Historia Luciena Segury jest zupełnie innym rodzajem narracji, zarysowana wyraźną kreską, choć to raczej rysunek uczuć w przytrafiających się bohaterowi zdarzeniach życia. Pojawiający się w życiu Segury cygański chłopiec – Rafael, staje się łącznikiem pomiędzy światami francuskiego pisarza i znanej już czytelnikowi dziewczyny z Kalifornii. Łączy bowiem wspomnienie o nieczynnym twórczo pisarzu z jego amerykańską badaczką, kobietą, która opisuje zapomnianych artystów. Mieszkając w ostatnim domu Segury, Anna, ucieka jak zawsze od swego życia. Tym razem w życie Luciena, pisząc jego biografię. A najcenniejszym skarbem jej kolekcji wspomnień o pisarzu stanie się dorosły już Rafael. Muzyk, złodziej, kochanek.

Historia życia Luciena Segury to opowieść o budowaniu swojej własnej historii pomimo zapisywania innych, o pisarzu, który nie był predestynowany do sławy a jednak ją otrzymał. O jego nieuświadomionej fascynacji kobietą z sąsiedztwa, delikatnym obłoku odczuwania świata, o rozprawianiu się z traumą samotności i wojny, zanikania znanego świata, śmierci bliskich. Mimo okrutnych zdarzeń przytrafiających się bohaterom części pierwszej i drugiej nie mogę napisać, że to historia przemocy, bo choć brutalność świata wnika w ich życie i je zmienia, to równie mocno zmienia ich miłość i pożądanie. Konglomeraty uczuć są silniejsze niż wrogość ludzi, czy bezsens wojny.

Ondaatje nie rozwiązuje swojej pierwszej historii a otwarte zakończenie daje czytelnikowi pewne poczucie niedosytu, zagubienia. Wydaje się jednak, że wynika to z zamierzonej strategii pisarza, by opowiadać historie tak, jak toczy się życie, nigdy od do, zawsze pomiędzy i w ciągu, w linii zapełnionej innymi bytami, w przenikających się pasmach różnorodnych zdarzeń. Tym bardziej wybija sie wyraźne zakończenie drugiej opowieści, jako konfrontacja z częścią pierwszą.

To, co zawsze cieszy i zaskakuje u Ondaantje to brak przewidywalnych rozwiązań fabularnych, relacje, które niekoniecznie się rozwiną, nie zaistnieją tak jak sobie życzymy, lecz raczej tak, jak możemy się spodziewać w życiu. W drodze przypadku. Pistolet w pierwszym akcie wcale nie wypala w czwartym, lecz to zupełnie nie przeszkadza. Poetyka autora Angielskiego pacjenta posiłkuje się w Divisadero urokiem fragmentaryczności, istnień układanych niczym puzzle, przenikających się ze sobą historii.

Dopiero teraz, gdy napisałam o Divisadero, zauważam obsesję motywów, powracające pytania, strategie pisarskie Ondaatje. Dopiero teraz widzę jak bardzo ta książka podobna jest do Angielskiego pacjenta.

M. Ondaatje, Divisadero, przeł. K. Puławski, Warszawa 2009.

Reklamy

Przebudzenie

Wydawca reklamuje powieść Przebudzenie Kate Chopin jako opowieść „o miłości, która nie cofnie się przed niczym”. Bardzo to złudne i nieprawdziwe, choć marketingowo celne. Podejrzewając, że modernistyczna powieść amerykańskiej pisarki może nie być tak prostą sprawą, sprawdziłam jak to jest z tą miłością.

Rzecz dzieje się w latach 80-tych lub 90-tych XIX stulecia. Z czytelniczego doświadczenia spodziewamy się wybuchów namiętności w cichych buduarach, sekretnych spotkań, zgorszonych min współbiesiadników przy stole zastawionym porcelaną i ostracyzmu społecznego, jaki dotknie zakochaną bohaterkę. Nic takiego się jednak nie zdarzy. Poza porcelaną, trenami, cygarami i zacisznym domkiem na końcu ulicy. Środowisko Kreolów, które opisuje Kate Chopin, jest z francuska zdystansowane i przywykłe do romansów pozamałżeńskich. Nie to ich martwi, nie to jest tym strasznym skandalem w niej opisanym. Nie to też było prawdziwym źródłem odrzucenia powieści przez współczesnych jej krytyków, jako niemoralnej. Prawdziwy skandal, który nakręca fabułę powieści, dla niektórych jest skandalem również dziś.

Edna Pontellier, żona i matka, istotnie zakochuje się w innym mężczyźnie. Pozwala się adorować, a nawet sugeruje się, iż ulega miejscowemu bell amie. Po letnich miesiącach spędzonych w nadmorskiej miejscowości powraca z dziećmi do domu w Nowym Orleanie. Zaniedbuje jednak obowiązki pani domu, nie rewizytuje, urządza sobie malarskie atelier w jednym z pokoi. Wszystko to niepokoi jej męża, gdyż Edna zachowuje się inaczej. Edna jest szczęśliwa. Tytuł Przebudzenie dotyczy najbardziej skandalicznej rzeczy, jaką bohaterka waży się robić: żyć po swojemu.

Rozplątywanie sieci konwenansów, znajomości, proszonych wizyt, plotek, relacji świata luizjańskiej socjety wcale nie jest dla niej trudnością. Nie przysparza jej lęku, smutku, cierpień. Inaczej niż w Wieku niewinności Edith Wharton, Edna nie boi się odrzucenia, bo nie potrzebuje akceptacji społecznej. Cierpienia przysparza jej pragnienie bycia zakochaną z wzajemnością, odnalezienia w mężczyźnie siły i prawdy uczucia, odszukania partnera, który może dotrzymać jej kroku. To też skandal.

Tym, co sprawia przyjemność podczas lektury czytelnikowi, jest odkrywanie wraz z bohaterką radości z bycia sobą, życia wypełnionego drobnymi przyjemnościami i pragnieniami. Płyniemy wraz z Edną z prądem jej rzeki życia, unosi nas i udziela się nam chęć życia świadomego, duchowego, prawdziwego. Chcemy by bohaterka wyrwała się do końca z matni przesądu, konwenansu, mylnych przekonań, by się nie poddawała. Cieszy nas to skandaliczne zachowanie rozbudzonej miłości do siebie. I wcześniej niż ona zauważamy, że ten, którego wybrała nie jest jej godzien i nie spełni jej oczekiwań.

Kobieta trzydziestoletnia (Edna ma lat 29, ale wszelkie cechy „balzakowskiej kobiety trzydziestoletniej”) to fenomen. W powieści Kate Chopin wyraźnie widać, że to cezura życia, czas swojej prawdy, rozpalenia się wewnętrznego żaru, który dopomina się ujścia. Dojrzewanie kobiece jest inne niż męskie, odbywa się bardzo intymnie i definitywnie, ale może też nigdy nie nastąpić. Kiedy jednak w „kobiecie trzydziestoletniej” dokona się zmiana, tak jak w Ednie, nie ma już bezwolnej, posłusznej i nieświadomej kobietki. Nie ma już powrotu.

Powieść Przebudzenie Kate Chopin wydano w serii „Wielkie Miłości”. Może to zwieść czytelniczki, oczekujące historii romansowej. Opis na okładce zupełnie nie odpowiada treści książki. Pomijając, iż nie są to lata 50-te XIX wieku, jak głosi, nie jest to też książka o kobiecie, która „walczy o prawo do miłości”. Edna Pontellier o nic nie walczy. Gdy to prawo w sobie odkrywa po prostu je sobie bierze, uznaje za swoje, asymiluje. Poddaje się temu, czego pragnie jej ciało i jej dusza. Dusza kobiety – cudowny, nienasycony labirynt.

 Zatem Przebudzenie to nie jest opowieść o miłości, nawet jeśli Edna jest prawdziwie zakochaną. Nawet jeśli wydaje jej się, że bez tej miłości nie sposób żyć. Nawet jeśli nie rozumie, że ten mężczyzna jest tylko pretekstem do uczucia, nie jego prawdziwym adresatem. A jeśli już, to jest to powieść o miłości własnej, miłości do samej siebie, o budzeniu się w kobiecie osobowości.

Jeśli tak ją odczytamy, to w istocie jest to historia pięknej miłości. I ogromnie skandaliczna.

K. Chopin, Przebudzenie, tłum. A. Demkowska – Bohdziewicz, Libros, Warszawa 2002.