Powrót do świętości

Kino mitem stoi, mitem się podpiera, kino w micie szuka swego zbawiciela. Mit jak perpetuummobile nie traci siły swego wpływu. Zwłaszcza, gdy film opowiada historię „prawdziwą”, „opartą na faktach”, jak na przykład życie i dzieło Johna Dillingera, czyli Wrogowie publiczni Michaela Manna. Gangster, złodziej, chuligan, rabuś ma swoją drugą cudowną egzystencję na srebrnym ekranie, skonstruowaną w zgodzie z mitycznymi wzorcami. Podobnie rzecz ma się z każdym bojownikiem o wolność, opozycjonistą, rewolucjonistą, buntownikiem, terrorystą w słusznej aktualnie sprawie. A wszystko dlatego, że amerykańscy twórcy uwielbiają „true story” i potrafią każdą z nim przyrządzić według ulubionego przepisu odbiorcy „fabryki snów”. Nurtuje mnie pytanie, czy gdyby zrobili film o Ludwiku Waryńskim nie okazałby się on nagle pożądanym bohaterem narodowym wartym powrotu na banknoty i tablice znakujące ulice?  Siła mitu wzmocniona amerykańską produkcją Warner Bros. może zmienić świat.

Struktury mityczne nie raz dokonały cudu kinematografii windując nieznaną produkcję na sam szczyt kinowych hitów i czyniąc z niskobudżetowego filmu dzieło kultowe. Powrót do metafizyki mitu może przywrócić do życia i dodać blasku także starym zmurszałym produkcjom, zmieniając je w olśniewające, nowatorskie, kultowe filmy. W recyklingu kinowym przesunięcie środka ciężkości potrafi zupełnie odmienić znanych od dawna bohaterów, nadając im nowe, tętniące niewiadomą życie. Przykładem niech posłuży lifting Batmana– niby Bohater a zachowuje się jak mięczak Hamlet. A co się stanie gdy połączymy dwa cudowne składniki: odświeżenie i mityczny kręgosłup? Stanie się coś fantastycznego. Coś science- fantastycznego. Stanie się Battlestar Galactica AD 2003.

Nie od razu Gwiazdę Bojową zbudowano w tak interesującą konstrukcję. Pierwszym pomysłem na remake filmu była rozrywkowa space opera, czyli nic innego jak podrasowany serial z 1978 roku. Lecz w trakcie pracy Amerykanie, biorąc pod uwagę sugestie widzów pilotowego odcinka, a także głosy na forach dyskusyjnych- praktyka stosowana już od jakiegoś czasu przez twórców seriali- zmienili front swojej produkcji i skupili się na kilku wątkach bliskich sercu każdego obywatela US. Niektóre pomysły zamarły, inne rozkwitły odzwierciedlając stan umysłów i potrzeb odbiorców internetowych. Co może dowodzić, że działania intermedialne oznaczają zacieranie granic twórca- odbiorca w projektach nie tylko nowych ale i starych mediów, jak film pełnometrażowy czy telewizja.

Na sukces nowej Battlestar Galactici złożyło się wiele czynników. Najbardziej atrakcyjnym i jednocześnie tym, co zadecydowało o niezwykłej oglądalności serialu, jest powiązanie losów społeczności z planety Caprica ze współczesną prognozą przyszłości ludzkości. Może brzmi to jak banalny scenariusz, a jednak zastosowanie kostiumu futurystycznego i przeniesienie problemów współczesnego świata takich jak terroryzm, nanotechnologia, tolerancja, prawa człowieka, prawa więźniów, prawo do aborcji, itd. do świata ocalałych z cylońskiego pogromu 50 tysięcy ludzi okazał się dokładnie tym, czego potrzebują współcześni widzowie.

Sam pomysł okrętu bojowego jako Arki (pierwotnie tytuł brzmiał Adam`s Ark), wykorzystany już w pierwszej wersji serialu, nawiązuje oczywiście do kultury judeochrześcijańskiej, ale mityczna zagłada to już topos uniwersalny. Ocaleni, zmuszeni do zachowania własnej cywilizacji, stają w obliczy sytuacji bliskich współczesnym, ukazuje się je nam jednak z perspektywy „arki” przemierzającej galaktyki, perspektywy bezpiecznej do momentu, gdy uświadomimy sobie, że wszystko, co dotyczy tego skromnego wycinka ludzkości jest skondensowaną pigułką naszych cywilizacyjnych problemów.

Jak na przykład kwestia tożsamości, która rozsadza wręcz scenariusz Battlestar Galactici. Scenarzyści wprowadzili do nowej wersji inny rodzaj Cylonów (w poprzednich filmach byli „tosterami”, czyli robotami o funkcjach bojowych) i tym samym zdecydowali się zamienić hierarchię ważności w space operze z rozgrywek z obcą cywilizacją na pytanie: co czyni nas ludźmi? Nowi Cyloni wyglądają jak ludzie, (czasem jak ich wersje doskonałe- długonoga blond piękność, czyli Cylon numer 6), zachowują się jak ludzie, odczuwają jak ludzie a nawet posiadają daleko głębszą wiarę w Boga niż ludzie, co więc czyni Nas tak wyjątkowymi? I czy mamy prawo przetrwać jako gatunek, skoro Cyloni są rasą bardziej do tego przystosowaną, wszak statek rezurekcyjny pozwala im na kolejne wcielenia po śmierci? Wszystkie te pytania, którymi twórcy wręcz bombardują widza, domagają się odpowiedzi i powodują, że Battlestar Galacticę ogląda się z zapartym tchem, a ci, którzy lubią zaangażowaną science fiction czują się tym serialem pobudzeni intelektualnie.

Mnie fascynuje w nim religia, czyli ta warstwa znaczeń i idei, która wyróżnia go spośród całej serii filmowych space oper. Poza socjologicznym i psychologicznym dopasowaniem, doskonale widocznym w relacjach interpersonalnych, wątek religijny stanowi najciekawszą nową ideę wcieloną w życie serialu. Nota bene nieustanne powracanie do kwestii religijnych odzwierciedla zainteresowanie samych Amerykanów wiarą, jej odmiennościami, istnieniem tabu, prawem do przekraczania granic sacrum i profanum.

Niezachwiana zasada, że ludzie wierzą w istotę wyższą w przypadku space opery jest raczej rzadka, choć problem niepojętej energii, fatum, czy pytania o istotę Boga pojawiały się zawsze w zaangażowanej socjologicznie fantastyce, również filmowej. Lecz nie w takim natężeniu i tak przenikającej wszystko mistycznej formule jak w Battlestar Galactice. I nie mam tu na myśli założenia, że bohaterowie wierzą w bogów Kobolu, Cyloni w jedynego Boga, który jest miłością, a doktor Baltar staje się prorokiem swej własnej religii. Battlestar uwodzi widza tym, że od religii nie ucieka, ale traktują ją jako część niezbędnego arsenału kulturowego człowieka, wraz z potrzebą mistycznego pojmowania losu.

Metafizyka przenika tkankę serialu na każdym kroku: profetyczne zdolności bohaterów, wyrocznia objaśniająca sny i wizje, świątynia Oko Jupitera mogąca wyjaśnić zagadkę ludzkości, święte zwoje traktowane jako tekst objawiony, przepowiednie dotyczące tajemniczej drogi do ziemi organizują fabułę na równi z bitwami viperów i skokami w nadprzestrzeń. Cały sens drogi poprzez galaktyki garstki ocalałej ludzkości, cała ich nadzieja zasadza się na kilku słowach o tajemniczej planecie ku której podążają, która stanie się ich ziemią obiecaną. I zupełnie nie zniszczy tego dokładne ukazanie sposobu, w jakim komandor buduje ów mit obiecanej ziemi. Tka go nie tyle ze skrawków informacji w efemerycznych księgach, ile z nadziei ludzi, z ich potrzeby wiary, zawierzenia czemuś nieznanemu, jakiejś tajemnicy, której ludzie nie potrafią rozpoznać i jednocześnie rozpaczliwie potrzebują, wiary która jest w stanie uratować sens ich pozornie absurdalnej ucieczki przed niezniszczalnymi Cylonami. Scena budowania w sercach załogi mitu planety Ziemi, podczas przemówienia komandora Adamy, jest scena inicjującą nowy wymiar tej historii, bo oto to, co rozpoczęło się jako bezwładna ucieczka nabiera sensu głębszego, perspektywa podążania ku czemuś nie zaś uciekania od czegoś ratuje ludzi przed szaleństwem w obliczu nieuchronnej zagłady, inicjuje nowy sens. Sposób na przetrwanie ducha walki wśród żołnierzy nagle stwarza nową nadzieję, nowa wizję świata, odnalezioną wśród dziwnych starych zwojów. Ziemia- miejsce wskazane przez bogów w świętych księgach- do której podążają, jest ich ostatnią nadzieją, ostatnią przystanią, a jednocześnie nową możliwością, przyszłością, nowym wspaniałym światem. Nowym mitem, sacrum, zbawicielem.

Na płaszczyźnie wydarzeń codziennych tajemnica przenika świat Gwiazdy Bojowej inaczej. Mniejszość kulturowa z małej planety kieruje się w życiu codziennym tradycyjnym kodeksem, według którego unikają medycyny konwencjonalnej. Starbuck natrętnie maluje dziwne okręgi, niektórzy członkowie załogi słyszą dziwne dźwięki, które doprowadzą ich do wiedzy o ich tożsamości. Wydaje się, że pozostawianie decyzji militarnych profetycznym wizjom nieżyjącej kobiety, w celu zlikwidowania odwiecznego wroga i odnalezienia drogi do planety, w sytuacji totalnej entropii statku jest zupełnie nieracjonalna. Lecz nie w świecie Battlestar Galactici, tu decyzja taka należy do najłatwiejszych i najbardziej sensownych, zakłada bowiem, podążając za pomysłem fabularnym twórców serialu, że wszechświat jest niepojęty i nielogiczny i że ma to paradoksalnie swój sens. Natomiast Starbuck nie jest po prostu uzdolnionym pilotem, lecz jej przeznaczeniem jest uratowanie świata. Podążając tym tropem entropia statku nie nastąpi wtedy, gdy zużyte mechanizmy mogą odmówić posłuszeństwa, ale w miarę zbliżania się do Ziemi, do miejsca stałego spoczynku. Ta odwrócona zależność wynika z istnienia wyższego porządku rzeczy i świata, którego się nie neguje, lecz któremu należy się podać, by bezpiecznie dotrzeć do „domu, zwanego Ziemią”.

Religia występuje więc na dwóch płaszczyznach, jako kulturowe spoiwo i jako nośnik ładu wszechświata a działania ludzi, pozornie niezawisłe decyzje, stają się cześcią planu, boskiego, cylońskiego, lub innego bytu nadrzędnego, który trudno określić w obliczu ontologicznych krzyżówek. Właśnie owa nieustanna tajemnica, niewyjaśnialna, niedokończona, podobnie jak zabójstwo Laury Palmer przed laty, wzbudza w widzu uczucie poznawania jakiejś prawdy, odpowiedzi na zagadkę wszechświata. Możemy próbować zbliżyć się do tajemnicy, jak Starbuck szukająca sensu swych rysunków, lecz nigdy nie zrozumiemy jej do końca. Dokładnie to, co mówi nam każda religia. Musisz zawierzyć, bo nie zrozumiesz. Przechodzi to ludzkie pojęcie.

Pominę nawiązania do religii greckiej w pseudonimach bohaterów, takie jak Apollo czy Athena, doszukiwanie się podobieństw do postaci mitologicznych wydaje mi się pozbawione głębszego sensu. Z pewnością mogli nazwać ich inaczej, zostawili wskazówkę, więc można poszukiwać podobieństw. Ukłonem w stronę cywilizacji przedchrześcijańskiej jest też politeizm ludzi, w przeciwieństwie do monoteizmu Cylonów, i głęboka wiara w predestynację, unosząca się nad tą historią. Pominę też poplątane losy ludzi i Cylonów, Bogów Kobolu i Trzynastego Plemienia, bo w wyniku dogłębnej analizy mogłabym dojść do wniosku, iż wszyscy bohaterowie Battlestar Galactici są potomkami Cylonów, co prowadzi bezpośrednio do stwierdzenia, że według twórców serialu ludzie pochodzą od technocywilizacji.

Powiem tylko na koniec, że pomimo dopracowanego zakończenia pojawił się już prequel zamkniętej serii. Niech więc Bogowie Kobolu mają nas w opiece byśmy nie doczekali czasów, gdy czar Battlestar Galactici ulotni się pewnego dnia, bo autorzy wpadną na pomysł, licząc dolary, jak my zawiedzione nadzieje, by nakręcić kolejne „zaginione odcinki”, które racjonalnie wyjaśnią wszystkie tajemnice niezwykłej Gwiazdy Bojowej zwanej Galactica.

Czas Fantastyki, nr 4, 2009.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s