Mit powraca w wielkim stylu

Nie będę pisać o tym, kto i z jakimi efektami specjalnymi zrobił film 3001. Nie będę pisać o komiksie Franka Millera, na podstawie którego został zrealizowany. Ani o pięknych kartach historii Grecji i o tym, jaki zachodzi związek pomiędzy historią opowiedzianą w filmie a faktami z przeszłości. Na portalach internetowych napisano, że 300 to wojenno-historyczna produkcja i przygodowo-wojenny dramat akcji. Ci, którzy oglądali, uśmiechają się. Wszystkie słowa zrozumiałe, ale to chyba jednak nie o tym filmie, bo jakkolwiek jest tu quasi-historia a nawet wojna, mająca odniesienie w rzeczywistości historycznej, to jednak dziwnym wydaje się nazywanie tego filmu przygodowym. Witaj przygodo, rzekł król Leonidas, podniósłszy się rankiem z łoża?

Od kilku lat regularnie ktoś wpada na pomysł, by filmować starożytne historie: zagładę Troi, historię Aleksandra Wielkiego, opowieść o potomkach Marka Aureliusza, dzieje Artura i jego wojowników w krainie, dla której mur Hadriana jest ostoją cywilizacji2. Jako, że są to produkcje wysokobudżetowe z gwiazdorską obsadą, nie uwierzę, że powstały w umysłach twórców jedynie z wewnętrzej potrzeby zrealizowania marzenia dziecięcego. Zostały dokładnie przestudiowane pod względem marketingowym. Co prowadzi do konkluzji, że skoro zdecydowano się postawić na starożytne historie to antyk jest w modzie. Co nie było trudne do udowodnienia, bo po pierwsze co jakiś czas antyk jest w modzie a ponadto teraz jest w modzie zauważalnie. Zatem wracamy do eposu Homera, wojen z Germanami, Persami, Celtami, Spartą itd.

Warto zauważyć pewną prawidłowość, która powtarza się w tych filmach. Prawie wszystkie te produkcje bardzo do siebie podobne, z rozmachem, przepychem scenograficznym, efektami specjalnymi, kostiumami (które, jak podejrzewam wszyscy od siebie nawzajem pożyczają), gubią gdzieś w drodze realizacji coś, co jest najważniejsze -opowieść. Jedyny wyjątek stanowi wśród nich Gladiator, w którym losy człowieka wyraźnie ważniejsze są od efektownej scenografii. O innych jednak trudno to powiedzieć z przekonaniem.

Cywilizacja europejska, śródziemnomorska, zachodnia potrzebuje powrotów do antyku, bo potrzebuje korzeni, mitów, pamiątek o świetności, o tym, co stanowi kościec tej kultury. Każda nacja czerpie wiele ze swojej mitologii i starożytnej historii. My jako Słowianie, niestety wciąż za mało interesujemy się własną mitologią i prahistorią, mylnie zakładając, że jako społeczność obecnie jednolita religijnie powstaliśmy wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. Każdy naród lubi pamiętać, że jest wyjątkowy, że miał w swoich dziejach bohaterów, którzy zmienili losy świata. Dlatego lubimy filmy historyczne, lub też raczej quasi -historyczne. Ale dlaczego niektóre bardzo nam się podobają a inne zupełnie nie? Pomimo nakładów pracy, finansów i nieśmiertelnych historii? O gustach się nie dyskutuje, a jednak jest pewien wzorzec naszej reakcji, o którym chciałabym napisać.

Próby przedstawienia w Troi historii mitycznej, jako faktu dziejowego, właściwie nawet nie były nieudane, były zupełnie „obok”. Zaplątani w pseudorealnia epoki realizatorzy zapomnieli o czym w istocie jest ta opowieść. A ona jak każda historia mityczna jest o zdradzie, miłości i honorze. Zapomnieli że mit, jako historia absolutnie prawdziwa w sensie filozoficznym, nie ma z historią dziejów nic wspólnego. Trudno zrozumieć ich decyzję, by za wszelką cenę pokazać „jak to było naprawdę”. Choć w sferze legend, co chwila wyjaśniamy, desakralizujemy, odbrązawiamy to musimy sobie zdać sprawę, że jednocześnie pozbawiamy codzienność niezbędnych sekretów. Może nasze empiryczne czasy, w których już mało miejsca na tajemnicę, wymuszają odkrywanie białych plam, nawet w micie, może to moda? Wracając do Troi. Skończyło się tym, że rzesze historyków i pseudohistoryków spierały się o to, czy to i owo było już w czasach Troi czy nie. I tyle nam zostało z tego filmu, filmu o przekleństwie rodu Priama. Spory historyków. Bo w istocie ten temat nas nie poruszył. A powinien. Powinien dotknąć nas do żywego. Powinien pobudzić w nas krew. Powinniśmy przeżyć całym swym jestestwem widza kinowego bohaterstwo Hektora, spryt Achillesa, zdradę Heleny, pokusy Parysa. Ale nic takiego się z nami nie stało. Nic się z nami nie stało w tym kinowym fotelu, bo oglądając zastanawialiśmy się nad pomyłkami Amerykanów, już przysłowiowymi. Jesteśmy narodem domorosłych historyków, każdy miał coś do powiedzenia, a co światlejsi w nauce historii zupełnie się zagubili w gąszczu prób rekonstrukcji wrogów starożytnej Grecji.

Podobnie rzecz miała się z Królem Arturem. Realizatorzy założyli, że postać legendarna istniała naprawdę, jako konkretny namiestnik rzymski w Bretanii, co nota bene nie odbiega od ustaleń historycznych. Lecz takie założenia niestety pociągają za sobą pewne konsekwencje. Film historyczny powinien spełniać założenia realiów epoki, bo inaczej nagle wszyscy dopatrują się błędów, o których de facto mówić się nie powinno, gdyż film jako dzieło sztuki to wytwór wyobraźni twórców. Ten upór, by opowiedzieć pewną „prawdę historyczną” wzbudza tylko zamęt i niczego prawdziwego w istocie swojej nie tworzy. I niewiele nam przekazuje. Bo jeśli chce się zrobić film historyczny z mitu, zawsze poniesie się klęskę. Nie tędy droga. A zatem, którędy?

By się dowiedzieć, jak pokazać mit na ekranie, wystarczy zobaczyć 300. Po pięciu minutach, przeniesiemy się daleko od nas samych, czując, że uczestniczymy w tworzeniu się dziejów. Bo to, co wydarzyło się w filmie Zacka Snydera wydarzyło się naprawdę. Tak jak naprawdę wydarzył się mit, będący trawestacją doznań i doświadczeń ludzi w zamierzchłych czasach, którzy swe przeżycia opowiedzieli w wersji uniwersalnej opowieści. Nie ma w tym filmie nacisku na pokazanie faktów i prawd historycznych. Nikt się tu o realia epoki nie kusił. Nikt nie dopracowywał z konsultantami historycznymi scenografii, nie dobierał kostiumów z epoki. Bo nie była to lekcja historii. A widz nie zwrócił na to uwagi. Bo nie zdążył. Opowieść pochłonęła go całkowicie.

Obraz Snydera opowiedział historię starą jak świat, starą jak ludzkość, historię z zarania naszej cywilizacji. Historię o tym jacy jesteśmy a raczej jacy chcemy być. Bo nie ma chyba mężczyzny, który nie nosi w sobie takiego ideału jak Leonidas. I nie ma, jak myślę kobiety, która nie chciałaby być królową takiego mężczyzny. Nie trzeba było nawet nadawać imion, można powiedzieć: oto król. I oto królowa. Oto bracia w walce. Oto nieprzyjaciel, wróg, a oto zdrajca. Wszyscy mają tu swe odwieczne role do odegrania. Jak w mitycznym eposie, eddzie, legendzie czy chanson de geste król jest piękny, silny, mądry i odważny. Królowa piękna, silna, mądra i odważna. Zdrajca odrażający. Wróg pełen pychy i pogardy. A drużyna lojalna.

Mit odczytujemy już w pierwszych scenach. Mały chłopiec i jego inicjacja. Przechodzi wszystkie jej etapy: oddanie w siódmej wiośnie pod opiekę mężczyzn, ćwiczenie hartu ducha, nauka walki i zabijania. A gdy przychodzi do próby chłopiec musi się sprawdzić. Nie razi nas wilk do wilka niepodobny, bo tak może go widzieć chłopiec, jako bestię. To jest wilk, którego musi pokonać, by stać się mężczyzną, by odwaga zwyciężyła dziecięce leki. Inicjacja jest magiczna. Dziecko- król wykazuje się odwagą, ale i bardzo ludzkim sprytem. Jest jednocześnie bardzo silny i niezwykle ludzki. Bo mit mówi, że człowiek jest wyjątkowy w swej naturze, może wznieść się na wyżyny ale i spaść prosto w przepaść.

Chłopiec zostaje królem, bo każda historia mityczna opowiada o kimś wyjątkowym. Bohater -król podlega nieustannej próbie prawdy i wolności. Jakże jest ludzki i boski zarazem w swym gniewie, ten kto go obrazi, jego poddanych i jego królową musi ponieść karę. A kara, jak wiadomo, jest tylko jedna i jest nią śmierć. W micie nie ma niczego zbędnego. Mit to historia człowieka i jego przeznaczenia. Słabości i lęków. Siły i zwycięstw. Jako człowiek Leonidas przeciwstawia się wyroczni i jej sugestiom i przypomina w tym Edypa, za wszelką cenę pragnącego zmienić swój los. Wiemy, że stanie się jednak tak, jak zostało zapisane.

Tym, co przynosi siłę bohaterowi jest miłość, w której małżonkowie-kochankowie nie potrzebują słów, by się porozumieć. Tu nie ma miejsca na zdradę, bo nawet gdy ona nadchodzi, jest rodzajem poświęcenia i nie kala do końca królowej. Poza tym ona zmazuje ją tak, jak winna czynić to królowa, żona wojownika. Zabija tego, który ją upokorzył. Zabija i nikt nie krzyczy morderca, bo to jest właśnie sprawiedliwość mitu. Śmierć dla zdrajcy, kłamcy, oszusta, polityka! Królowa- wierna żona i jednocześnie partnerka swego męża. Nie potrzeba słów o równouprawnieniu kobiet, nawet uwaga perskiego posła na temat wtrącania się kobiet w dyskusje mężczyzn brzmi tu absurdalnie. Bo w tej krainie, mitycznej krainie, kobieta swą mądrością wspiera męża. Jedność jaką stanowią małżonkowie jest jak we wszystkich legendarnych historiach miłosnych jednością dusz i serc. Ale nie wypełnia sensu życia Leonidasa. Tym sensem jest Sparta. Kraina mityczna, która niesie w sobie wyidealizowane uosobienia ojczyzny. Sparta rządzi się swymi prawami, które się sprawdzają. Wyrocznia reguluje prawo, senat je zatwierdza, ale realną władze ma w niej sama idea ojczyzny, państwa wolnych obywateli, którzy samostanowią o sobie. Tu wszyscy przede wszystkim kochają swój Heimat.

Zagrożenie przychodzi z dwu stron. Od wrogów oficjalnych, widocznych i niewidocznych, zdradliwych. Nie ma możliwości, by mit obył się bez zdrady. Zdrada jest słabością królów-bohaterów, gdy nikt i nic nie może pokonać ich męstwa. Zdrada to pięta achillesowa mitycznych bohaterów. Kolejny ludzki element w boskiej historii. Miłość jest ludzką stroną dobra. Zdrada tą złą. W naszej opowieści o Spartanach zdradza garbus, odrzucony z drużyny. Deformacja dotyczy nie tylko jego zewnętrznej postaci, ale i wnętrza. Więc wybór, by karłowate dzieci zabijać po urodzeniu, w końcu okazuje się uzasadniony, nie jest barbarzyństwem lecz przenikliwością. Ułomność garbusa polega na słabości. Reguła jest prosta i stara jak mit. Słaby- zły, silny- dobry. Jego ułomne serce, pełne strachu i zawiści, nie potrafi przyjąć innej wykładni jak zaspokojenie własnych potrzeb. Indywidualizm to egoizm. Egoizm to zdrada.

Na takich jak on czeka prawdziwy wróg Leonidasa, Kserses, przekonany w swej pysze o dominacji nad światem. Jestem dobry, mówi, bo pozwalam wam na słabość, dopowiadamy, bo akceptuję was takimi, jacy jesteście, zdrajcami, pokrakami, kreaturami. Władca świata, jak zwykł się nazywać, przygarnie wszystkich, którzy będą mu służyć. Którzy wyrzekną się swego prawa do człowieczeństwa, takiego jakim może być. Zostaną przy nim ci bez honoru, usłużni, kłamliwi, posłuszni. Do każdego serca można znaleźć klucz, do słabego leży jak na dłoni.

Kserkses, uzurpując sobie prawo boga, widzi przed sobą człowieka i musi zmierzyć się z jego silną wolą. Z jego człowieczeństwem. Kusi Leonidasa marnościami, które mogą zwieść zwykłych ludzi, chcąc ofiarować mu władzę, którą ten i tak posiada. Posiada zresztą znacznie więcej niż Kserkses kiedykolwiek mieć będzie. Posiada władzę ludzkich serc, miłości współtowarzyszy, lojalną i oddaną drużynę. Trzystu. Swoich „rycerzy okrągłego stołu”. Tacy sami, silni, sprawni, nieustraszeni. Razem mogą wszystko. Zwycięstwo już się dokonało, gdy utworzyli zwarty, nierozerwalny mur. Lojalność i odwaga. Sparta. Czy kiedykolwiek istnieli? To nie ma znaczenia. Mit o braterstwie wojennym istniał wcześniej.

Taki jest bowiem porządek świata: bohater zawsze zwycięża a jego drużyna zawsze jest mu wierna- Robin Hood i banici z Sherwood, Generał Maximus i jego gladiatorzy, William Wallace i dzielni Szkoci, Artur i Rycerze Okrągłego Stołu. Tylko zdrada może ich pokonać. Ale zdrada także wyznacza porządek świata. Bohater dlatego jest bohaterem, że w końcu ginie. Ideały, które głosi i dla których umiera nie mogą być chlebem powszednim, bo nie byłyby tak pożądane. Są tym do czego się dąży, a każda epoka panowania króla-bohatera urasta z czasem do miana złotego wieku. Nic nie trwa wiecznie. Taki jest porządek świata. Zawsze znajdzie się zdrajca. Taka jest prawda o ludzkości.

Dlatego 300 nie przeraża mnie swą brutalnością. Lubię jego surowość, prostotę i odbywającą się na ekranie walkę niewielu dla dobra wielu. Wzrusza mnie jego przesłanie, czuję się silniejsza po jego obejrzeniu, pełna wiary w możliwości człowieka. Nawet jeśli król umiera. Bo przecież mit wciąż jest żywy. Mit, dotąd koślawy, napuszony i sztuczny, powraca do kin w wielkim stylu.

1300, reż. Z. Snyder, USA, 2007. W polskiej wersji językowej nosi on nazwę 300 Spartan, ale pozostanę przy tytule oryginalnym, gdyż jego lapidarność wydaje się być znacząca dla sensu dzieła.

2 Przywołuję filmy: Troja, reż. W. Petersen, USA 2004; Aleksander, reż. O. Stone, USA/Wielka Brytania/ Niemcy/Holandia, 2004; Gladiator, reż. R. Scott, USA/Wielka Brytania 2000; Król Artur, reż. A. Fuqua, USA/Irlandia 2004. Z pewnością realizacji tych w ostatnim czasie było więcej, te jednak są dla mnie najbardziej reprezentatywne ze względu na reżyserów, wysoki budżet, obsadę i promocję.

Czas Fantastyki, nr 4, 2007.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s