Kto jest kim w Iron Manie, czyli zagadki ponowoczesności

 Odwoływanie się do innych dzieł nie jest wymysłem ponowoczesności, jednak wydaje się, iż kiedyś robiono to rzadziej i bardziej dosłownie. Komparatystyka w starych dobrych czasach była znudzoną okularnicą, bo wszelakie kody dawno odkryto. Wszyscy w szkole wiedzieli gdzie Mickiewicz naśmiewa się z rodziny Słowackiego a Słowacki pogrywa z Mickiewiczem. W naszych czasach, ponowoczesnych czasach jest inaczej. Rewolucja filozofów francuskich, zapisana słowem zawiłym Derridy czy Lacana dokonała i nadal dokonuje spustoszenia w starym, dobrym porządku literackim. Spustoszenia, a może przewietrzenia w zatęchłych rezydencjach myśli.

Tak czy inaczej postmodernizm pokazał, że teraz wszyscy mogą wszystko. Korzystając z tego modnego przywileju twórcy albo ściągają od siebie nawzajem albo szukają nowego w starym, wracają do mitu, mieszają gatunki i style, puszczają oko do czytelnika, lub dyskretnie insynuują. Czasem tak dyskretnie, że naprawdę nie wiemy, co czytamy i co oglądamy, niekiedy zaś jesteśmy zdezorientowani, bo naładowane znaczeniami i odniesieniami dzieło może zupełnie zagubić drogę do odbiorcy. Bo to bardzo chwalebne czytać Pynchona, ale uczucie dyskomfortu przy lekturze, spowodowane niemożnością odczytania pełnej wersji, odkodowania wszystkich nakładających się kalek może zupełnie zniszczyć efekt ambitnego zamysłu czytelniczego. Ulisses Joyce`a zdaje się być przy nim naprawdę miłą i bardzo konkretną lekturą.

Wydawać by się mogło, że prymat pomysłu, technicznych fajerwerków czy schematycznej fabuły w kulturze popularnej uwalnia od nadmiernego myślenia podczas lektury książki czy filmu. Nic bardziej mylnego. Ponowoczesność sztuki dopada nas w najmniej nieoczekiwanym momencie, lecz jeśli nie potrafimy czytać znaków uchylimy się przed ciosem intertekstualnej pięści. Przecież można obejrzeć Gwiezdne wojny nie znając tekstów Josepha Campbella o bohaterze mitycznym i całkiem dobrze się bawić. I można zobaczyć trzy części Matrixa bez analizy teorii symulakrów Jeana Baudrillarda. Czy zatem w ogóle jest sens dociekać kto od kogo i o kim w scenie pojedynku, pocałunku, pędzącego pociągu etc.?

Moje desperackie dywagacje wynikają z faktu, iż mam bardzo silne wewnętrzne przekonanie, że będąc na filmie Iron Man jako jedna z niewielu a może całkiem sama zobaczyłam w nim widmo pewnej książki, co uczyniło oglądanie filmu o wiele zabawniejszym. A przecież wszyscy wokół też świetnie się bawili nie wiedząc kto to taki Ayn Rand i jej nieśmiertelny Atlas zbuntowany. Gra, którą prowadził reżyser była z pewnością bardziej czytelna dla amerykańskiego widza, dla niego wszak ów film został zrealizowany. Bo nawet jeśli ktoś nie zorientował się wcześniej w owej delikatnej rozgrywce, to w jednej z ostatnich scen filmu na pierwszej stronie gazety pojawia się sakramentalne pytanie Who is the Iron Man? A pytanie- motyw przewodni w Atlasie zbuntowanym brzmiało Who is John Galt? Oczywiście można stać na stanowisku, że to zbieg okoliczności, pytanie jak każde inne, ale pamiętajmy, że żyjemy w ponowoczesności, tu nie ma przypadków, tu są nawiązania.

Kim jest Ayn Rand dla Amerykanów? Bardzo popularną filozofką i pisarką. Jej kilka powieści napisanych ponad 50 lat temu wciąż utrzymuje się na listach bestsellerów, a o Atlasie zbuntowanym mówi się, że jest w Stanach najpopularniejszą książką po Biblii. Jej filozofia obiektywizmu przedstawiona w powieściach, pracach eseistycznych i kultywowana w praktyce w życiu, doczekała się polemiki i stałego miejsca w życiu Amerykanów a sama Ayn Rand własnego instytutu, promującego jej idee. Traktuje się ją więc jako filozofkę, twórczynię idei, nie tylko pisarkę. Kim jest Ayn Rand dla Europejczyków? Pisarką i dziwaczną nibyfilozofką. Żadna z dostępnych mi szanujących się encyklopedii, leksykonów, słowników etc. współczesnej myśli filozoficznej nie notuje odnośnika ani do postaci ani do myśli. Recenzje jej książek filozoficznych- Powrót człowieka pierwotnego i Cnota egoizmu, ukazują się w branżowych czasopismach, ale pod europejskie strzechy nie trafiły. Nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle. Jej filozofia może zdać się dziś kontrowersyjną, albo przeciwnie bardzo aktualną, zresztą sama Rand wydawała się postacią tyleż intrygującą, co magalomańską. Polacy znają ją więc przeważnie z powieści, wydawanych przez wydawnictwo Zysk, doskonale przetłumaczonych przez Iwonę Michałowską. Poza wspomnianym Atlasem– dziełem życia, jest jeszcze Źródło, oraz Hymn, w tłumaczeniu Sylwii Bijak. Na przekład czeka We the Living. I to chyba dobra strategia, bo powieści wydają się być właśnie tym, co Ayn Rand naprawdę świetnie umiała robić.

Trudno w skrócie przedstawić myśl Ayn Rand, choć Jackowi Dukajowi całkiem nieźle się to udało (NF 2006/1), powiedzmy więc, że jej filozofia obiektywistyczna i etyka absolutna prezentują zasadę racjonalizmu jako wyznacznika wartości i sensu ludzkiej egzystencji. Wyraźny prymat rozumu w etyce, brak zgody na postawy altruistyczne, prawo do życia jako cel sam w sobie. Tylko racjonalizm daje jednostce możliwość przetrwania, wszelkie działania nieracjonalne nie mają według Rand racji bytu i prowadzą do zależności niezawisłej myśli ludzkiej. Do poświęcenia praw jednostki w imię niekonkretnych idei abstrakcyjnych, do których Rand zalicza religię, pomoc społeczną, relatywizm wobec faktów, etc. Myślenie i twórczość to podstawy egzystencji istoty racjonalnej. Niechęć do totalitaryzmu i związany z nim sprzeciw wobec przemocy, pochwała kapitalizmu, jako jedynego ustroju, który może zapewnić poszanowanie i obronę praw jednostki, wynikają zapewne także z jej wczesnych doświadczeń- młodej dziewczyny w bolszewickiej Rosji, z której wyemigrowała w roku 1924. Akcentuje Rand w swojej twórczości też wyraźny rozdźwięk pomiędzy jednostkami wolnymi, kierującymi się cnotą egoizmu, przeżywającymi swe życie bez obciążeń altruizmu oraz resztą społeczeństwa niezdolnego do zrozumienia sensu swego życia i odrzucenia postaw nieracjonalnych. Dla Rand nie istnieje prawo kolektywne, istotne są tylko prawa jednostki.

Jaki ma to związek z Iron Manem? Otóż komiks powstał w latach 60-tych, w czasie gdy Atlas zbuntowany, wydany w 1957 roku wciąż odbijał się szerokim echem w sercach i umysłach Amerykanów. W czasach rozkwitu zimnej wojny, gdy można było przeczytać powieść Rand jako przestrogę przez systemem kolektywnym, czyli realnym socjalizmem. Zdumiewające jak trafnie pisarka nakreśliła poszczególne etapy zatapiania się społeczeństwa w akceptacji bezsensownych idei, zbiorowym szale autodestrukcji. Dla czytelnika znającego realia socjalistycznego dobrobytu pustych półek antykomunistyczna wymowa książki jest aż nazbyt wyrazista. Amerykanie uwierzyli jej na słowo, a raczej wiele, wiele słów. Oczywiście myśl Rand jest w komiksie i filmie pewną ideą rozpoznawalną, absolutnie nie można powiedzieć, że następują jakiekolwiek dosłowne przeniesienia treści. Duch Rand patronuje Iron Manowi, bo idee krążą, myśli zaszczepiają inne myśli, literatura popularna żywi się samą sobą a postmoderna rodzi się w końcu lat 60-tych.

Przyjrzyjmy się bliżej bohaterowi. Tony Stark jest „cudownym dzieckiem”, uzdolnionym młodzieńcem, uzdolnionym dodajmy technicznie, gdyż ten element jest tu bardzo istotny- technika bowiem to dziedzina na wskroś racjonalna. Podobnie jak bohaterowie bestselleru Rand- przemysłowcy, wynalazcy, wielkie umysły swojej epoki, Stark zakochany jest w technice, zakochany w twórczej pracy. No właśnie, gdzie najczęściej widzimy Starka? W pracy, nie należy do tych, którzy wyręczają się pracą innych, sam buduje swoje maszyny, ów genialny inżynier. Od samego rana do późnej nocy, pochłonięty projektem jest tytanem pracy, przypomiając w tym Hanka Reardena z Atlasa. W domu, w niewoli, zawsze w pracy. Praca jest jego pasją, jego życiem, jego sensem. Nazywają go wizjonerem i geniuszem. Jego największą wadą i zaletą jest to, że wciąż pracuje.

Bohaterem Rand jest zawsze człowiek nieprzeciętny, o cudownym umyśle, niezwyklej inteligencji, kierujący się prymatem rozumu w swych wyborach moralnych. Czy nie takim jawi się w Tony Stark? Cudowne dziecko techniki, siedemnastoletni młodzik budujący silnik, człowiek owładnięty miłością do technologii, która przecież ratuje mu życie. Czy nie jest genialnym wynalazcą zupełnie nowego źródła energii? Człowiekiem, który chce zużytkować swój wynalazek w sposób tylko przez niego zaakceptowany, ponieważ uważa, że tylko on ma do niego prawo. Człowiek, który wykorzystuje swój nieprzeciętny intelekt, by wydostać się z niewoli, bo nikt i nic nie może nim sterować. Wolność ponad wszystko.

Płaszczyzną wspólną jest też dziedziczenie fortuny i związane z tym zmagania z ideą powiększania powierzonego dobrodziejstwa. Początkowe podporządkowanie się zasadom pomnażania dobra okazują się jednak formułą uległości wobec Rady Nadzorczej, czyli kolektywu, który chce decydować o cudzej własności. I Stark, jako człowiek kierujący się cnotą egoizmu kieruje firmę na tory, jakie sam ustanowi, bo jest zdania, że tylko on może decydować o losie przedsiębiorstwa, nawet jeśli oznacza to jego finansową destrukcję. Podobnie jak Francisko d`Anconia, bohater Atlasa. Własność ponad wszystko. To mój samolot- niech na mnie czeka.

Konstrukcja bohatera jako niezwykłego umysłu niesie też inną myśl Ayn Rand, że genialnego twórcę obowiązuje inna moralność. Oczywiście, jako że nie ma w Iron Manie czystej filozofii Rand, a jedynie odwołania, na tym poziomie sensów nie da się odczytać powiązań innych niż lekceważenie Starka dla ludzkiej wdzięczności, w postaci zignorowania nagrody, ironiczny stosunek do świata, polityki, kobiet. Gdyby był prawdziwym bohaterem według wzorca randowskiego nie powiedziałby: Lubię pokój, choć odbiera mi pracę, musiałby powiedzieć: nie lubię pokoju, bo odbiera mi możliwość twórczej myśli i pracy.

Zwróćmy uwagę, jak bardzo Stark różni się od Batmana, a przecież obaj mają podobne życiorysy: obaj playboye, obaj herosi, obaj dziedzice fortuny, obaj w zbroi, obaj korzystają ze zdobyczy technologii a Stark jakby bardziej bez kompleksu wypełniania idei. To nie benefis, to tylko kolejne zadanie. Arogancki, ironiczny, inteligentny, pracowity, twórczy, przystojny, skupiony na sobie w każdej chwili życia. Nie ma czasu na miłość i inne demony. On jest w pracy.

Rozważam tu sobie wkład ducha Atlasa zbuntowanego, (nota bene spójrzcie jak tytuł pasuje do postawy Toniego Starka) do koncepcji postaci filmowej (i komiksowej). Piszę o związkach, które zaobserwowałam, tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w postaci wcześniejszej lektury książek Ayn Rand. Gdybym ich nie znała, nie miałabym tematu do roztrząsania, ale nie wiem, czy tak bardzo polubiłabym Iron Mana. Czy to oznaka uzależnienia od postmodernizmu?

Oczywiście można odczytać ten film jako wariację na temat życia Howarda Hughesa, milionera zafascynowanego lataniem, wszak w domu Starka wisi śmigło, a największym wyzwaniem w budowanej zbroi jest napęd umożliwiający latanie. No i te kobiety…Oho, znowu zaczynam, a to już temat na inną rozprawkę, czy ktoś jest chętny?

Czas Fantastyki, nr 3, 2009.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s