Fantom Kalifornii

Koniec KaliforniiJest taki blog, na którym Magdalena Czarnecka i Tomasz Pawlikowski [ http://not-bornintheusa.blogspot.com/ ] opisują swoje życie i podróże po Stanach. Dużo miejsca poświęcają Kalifornii, gdzie tymczasowo mieszkają. To jest blog o cenach za paliwo, jedzenie i wynajem mieszania. Ale też o muzeum gitar Fendera, zachwycających parkach narodowych i atrakcjach, które czasem nie są warte swojej ceny. To Kalifornia realna, konkretna, wyceniona i oszacowana. Kalifornia czynszów, transportu miejskiego, przecen i tanich sklepów na końcu miasta. Przeciwna tej utkanej ze zmyśleń i marzeń, tej z filmów i informacji medialnych, które budują imperium naszych wyobrażeń. To po prostu kolejny stan w USA. Z tą różnicą, że tam zawsze świeci słońce.

Blog polskich podróżników pozwala wyzbyć się złudzeń, pozostawić za sobą amerykański sen. Świadomie oddzielić dwie sfery, dwie Kalifornie. Sen- marę, marzenie, mit od realnej geograficznej przestrzeni. Ale to przecież mit działa na wyobraźnię, to on wyzwala tęsknoty i widzenia, zauroczenia i fantazmaty, dzięki którym kupuje się wytwory kultury masowej. Dzięki którym kupuje się płytę Red Hot Chili Peppers i ogląda Californication. Kupiłam książkę Steve`a Yarbrough`ta, bo w jej tytule znalazło się słowo Kalifornia. Nie była to książka podróżnicza, więc kupiłam ją dla zmyślenia, kreacji, mitu Kalifornii. Okładka z tytułem uwiodła mnie zapowiedzią iluzji krainy wolności, słońca i czegoś jeszcze, czego nawet nie jestem w stanie nazwać. Legendarnym obrazem, wzmacnianym fikcyjną z natury prozą. Tym samym czym pachną legendarne Stany.

Amerykanie także czują ten intensywny i uwodzicielski zapach mitu Kalifornii. Tuż obok niej na mapie miejsc wyraźnych uplasuje się właściwie tylko Nowy Jorku. A potem są już tylko miasta i miasteczka. Choćby było to Chicago czy Denver. Yarbrough pisze o tym tak:

Jak wychowujesz się w Missisipi, to w pewnym sensie wiesz, że jesteś nigdzie, i chcesz znaleźć się gdzie indziej, więc ciekawią cię inne miejsca (…) jeśli dorastasz w Nowym Jorku albo Kalifornii, to wiesz, że g d z i e ś jesteś, więc można powiedzieć, że w naturalny sposób zakładasz, że reszta kraju jest nigdzie i nic cię nie obchodzą ludzie, którzy tam mieszkają, ani ich sposób myślenia.(s. 278)

Sama jednak wpadłam w potrzask swych niedookreślonych tęsknot arkadyjskich. Pułapką książki amerykańskiego pisarza było to, że rzecz nie działa się w Kalifornii. Choć nie mogę powiedzieć, że o niej nie była. Narracja rozgrywa się bowiem w miasteczku Loring w stanie Missisipi, a główny bohater w pierwszej scenie ucieka z Kalifornii do rodzinnego miasta w Delcie Missisipi. Ucieka nagle, zdecydowanie, w aurze jakiejś dziwnej historii, która nie pozwala mu przeprowadzić się z całym pieczołowicie zbieranym dobytkiem. Zabiera w podróż córkę i żonę, i przekraczając prędkość na drogach zachodniej Oklahomy gna na wschód a skandal depcze mu po piętach.

Tytuł Koniec Kalifornii znamionuje jednak zakończenie nie tyle etapu życia w znaczeniu przeprowadzki, lecz tego wszystkiego co sobą owo performatywne słowo reprezentuje. Kalifornia nie stała się bowiem rajem dla młodego lekarza z małego miasteczka, lecz swoistym nemezis, albo jaskinią, do której mógł tymczasowo zbiec, od pierwszego życiowego skandalu. Kryzys małżeński, bunt córki, zagubienie i ucieczka ze słonecznego stanu zwieńczyło wielkie kłębowisko ułudy, zmyślenia, mirażu, kłamstwa. Symbolicznej Kalifornii.

Książka Yarbrough`ta to opowieść o wyzwalaniu się z tego kłamstwa, z ciężkich rodzinnych zaszłości, z dziedziczonego poczucia winy, opuszczenia, niekochania. Z tych strasznych tajemnic, które dręczą Alana DePoystera, bo nie wybaczył starych krzywd. Krzywd, które młody Pete Barrington wyrządził z głupoty, niefrasobliwości, naiwności. Koniec Kalifornii to czarny ocean rodzinnych brudów, o rozległej fali pamięci infekującej kolejne pokolenia. Pogarda, którą Alan odziedziczył po swojej matce i nienawiść, która psuje jego dobre relacje z synem. Paskudne sekrety Pete`a, które wymazują praktycznie jego życie małżeńskie i odsuwają córkę. Stare błędy, za które zapłaci po latach bardzo wysoką cenę. Źródłem zbrodniczych działań będzie poczucie krzywdy, głębokiego poniżenia i niemożność rekompensaty, które w umyśle Alana DePoystera rozrosną się do gigantycznych rozmiarów, domagając się ujścia.

Koniec Kalifornii to także historia o konieczności budowania życia w oparciu o prawdę uczuć. O potrzebie prawdy w wymiarze organicznym, podstawowym, najprostszym. Paradoksalnie oznaczać to będzie łamanie zasad i zdradę. By postępować w zgodzie z sobą samą Angela Barrington zdecyduje się na romans. Mason wykaże nieposłuszeństwo wobec ojca, którego szanuje. Tim zdradzi przyjaciela, by cieszyć się zauroczeniem, naturalnym stanem zakochania. Potrzeba miłości ratuje bohaterów i jednocześnie jakoś ich tłumaczy, wyjaśnia ich zachowanie, domaga się dla nich zrozumienia. Potrzeba miłości dotyczy wszystkich, ojców i synów, matek i córek, młodych i dojrzałych. Yarbrough rozpisał też historię miłości Toni i Masona w dekoracjach Romea i Julii, lecz nienachalnie, podskórnie, niechcący rzec można. Dzięki temu staje się ona przede wszystkim historią o potrzebie bliskości i prawdy. O potrzebie domu, który nie jest budynkiem, lecz stanem.

Proza Yarbrough`ta jest oszczędna i chłodna, pozwala czytelnikowi oglądać wnętrza bohaterów niczym zjawiska, fenomeny, przypadki. Niedopowiedziane, urwane sceny rozbudzają wyobraźnię. Przyglądamy się z uwagą, śledzimy fabułę, ale i tak o konsekwencjach zdarzeń dowiadujemy się z kolejnej opowieści, nowego rozdziału, innego spojrzenia. Zwroty akcji wnoszą poczucie niepewności i niestabilności, są niczym nagłe uderzenia, gdy spodziewamy się ataku od prawej a otrzymujemy z lewej. Zabiegi formalne, które stosuje Yarbrough pozwalają narratorowi zachować dystans wobec tej historii a dzięki skierowaniu uwagi czytelnika na strumień myśli, uczuć i decyzji, pisarz buduje gmach przerażającej precyzyjnej maszyny winy, grzechu, pamięci i braku łaski.

Ten skondensowany ładunek emocjonalny powoduje, że powieść amerykańskiego prozaika, choć nieprzyjemna w obrazach, jest fascynująca w odbiorze. Choć nie jest to książka sensacyjna nie można wyjść z tego świata po prostu w przerwie na kawę. Wydaje się, że trzeba doczytać do końca, dotrzeć do końca, zrozumieć do końca. I gdy geograficzna Kalifornia wciąż przytula się do Oceanu, zobaczyć jak jej fantom z Loring w końcu rozpływa się w mroźnym powietrzu świątecznego poranka.

S.Yarbrough, Koniec Kalifornii, Czytelnik 2009.

Reklamy