Upiór Żeromskiego i duch Oktawii

Rodzina ŻeromskichCzy Żeromski był człowiekiem czy superbohaterem modernistycznej Polski? Kochającym mężem czy draniem i niewdzięcznikiem? Dorobek artystyczny i uwielbienie jakim go darzono sto lat temu każą stawiać mu pomniki, ale pierwsza żona Oktawia nie może mu wystawić celującego świadectwa.

Żeromski straszy niczym upiór, w szkolnym repertuarze lektur jego książki i opowiadania są kolubrynami zabijającymi ducha i chęci literackie. Jego bohaterowie są niczym pięty achillesowe. Sławetny doktor Judym z Ludzi bezdomnych i Joasia Podborska o pseudonimie „rozdarta sosna”. Salomea Brynicka i jej durna miłość do księcia Odrowąża z Wiernej rzeki. Nudne i nie do pokonania Syzyfowe prace, których tytuł oddaje wysiłek czytelnika. Siłaczka Stasia Bozowska, patronka spraw urzędowych polskich kobiet. Wstrząsające „kruki i wrony”, które zatraciły w szkolnej lekturze całą siłę upiornego opowiadania. Są jeszcze Dzieje Grzechu, których mama zakazywała mi czytać i które pochłonęłam z wypiekami na twarzy mając lat 14. I przez które autor miał duże nieprzyjemności u miejscowego proboszcza w Nałęczowie. I jest Wiatr od morza, przez który Żeromski nie dostał Nagrody Nobla, bo niemiecki przekład książki otrzyma notę tłumacza o tym, jaka to propagandowa antyniemiecka rzecz. Pozbawiła Żeromskiemu możliwości uzyskania nagrody i dlatego otrzymał ją Reymont za neutralnych Chłopów. Nota bene inny laureat Nobla Knut Hamsun, który otrzymał go za powieść Głód, skądinąd bardzo dobrą, napisał równie hołubiącą życie wiejskie powieść Błogosławieństwo ziemi. Doskonałą, choć wyraźnie gloryfikującą egzystencję w zgodzie z naturą. Tak to już mają Skandynawowie, że życia w rytmie natury jest dla nich ważniejsze niż „rozdarte sosny” i „lekarze bez granic” na polskiej prowincji. W dorobku Żeromskiego są też Popioły, z ich niezłomnych pierwszym zdaniem: „Ogary poszły w las”, którego powszechna znajomość jest jedynym śladem istnienia tej powieści w świadomości czytelników. A przecież dzieje jej pisania były niezwykłe i okupione wielką pomocą pierwszej żony Żeromskiego Oktawii z Radziwiłów Rodkiewiczowej, która gromadziła notatki, wyręczała męża w pracy w bibliotece w Rapperswil, aby tylko zdrowiał i pisał. I która uratowała rękopis skonfiskowany przez władze carskie. Na koniec jest też Przedwiośnie, które moim zdaniem pretenduje do miana najlepszej książki Żeromskiego i przewyższa nawet Popioły. A Cezary Baryka wykazuje jakieś prawdziwie ludzkie cechy nicponia i idioty, przez co jest chyba ulubioną postacią w uczniowskiej kanonadzie postaci Żeromskiego. Poza „siłaczką” i „rozdartą sosną”, oczywiście.

Jest też owa żeromszczyzna, poetyka Żeromskiego, czyli słowotok metafor i epitetów, porównań i uniesień. Niczym fala upojenia ogarniająca kolejnych bohaterów, zdarzenia, stany. Przeżywanie i rozedrganie. Szaleństwo, panie, szaleństwo we mnie i poza mną a ona nie kocha, ach nie kocha i umiera, a Polska panie, co z Polską! Wbrew pozorom jednak owa histeryczna nuta w twórczości Żeromskiego doskonale oddawała nastroje społeczne i myślenie o świecie w czasach modernistycznych i młodopolskich. Dlatego był tak cenionym twórcą, bo oddawał to, co ludzie w głębi duszy czuli, ale i uczył ich też jak nazwać to przeżywanie nieobecnej Polski, jak się nią zachłystywać, upajać, jak za nią ginąć.

Dlatego jestem pełna uznania za to, że w latach dwudziestych przeszedł gruntowną zmianę poetyki i napisał Przedwiośnie. Dla pisarza tak uznanego jak Żeromski, robienie rewolty artystycznej, a taką przecież było wydanie Przedwiośnia, było ryzykowne i oczywiście wzbudziło kontrowersje. Odsunięcie się od polskości narodowej, na rzecz silnej krytyki społecznej przysporzyło mu wielu wrogów. Wykorzystano też jego popularność, uzurpując sobie w Robotniku, organie Polskiej Partii Socjalistycznej, powieść Przedwiośnie jako książkę o ucisku mas. Żeromski walczył z takim zagarnianiem i wykorzystywaniem politycznym jego dzieła, ale nie było to łatwe. Nie głaskał władzy- znane są jego kłótnie z Marszałkiem, nie głaskał opozycji, ale jego popularność była łakomym kąskiem dla wszystkich. Jakoś się jednak z tego zawikłania politycznego wysupłał, bo przecież jego pogrzeb stał się manifestacją narodową ponad podziałami. Nie pochowali go na Wawelu, ale na cmentarzu ewangelicko – reformowanym w Warszawie, bo dla kobiety rzucił katolicyzm. Nazywany był sumieniem narodu, jako nieskalany moralnie i dumny, dzielny człowiek. I podobnie jak Herbert, któremu nadają piętno superbohatera polskiej literatury, nie miał całkiem czystego sumienia względem spraw damskich. Pominę milczeniem jego młodzieńcze wybryki, bo nie miał zobowiązań. Ale jego żona…

Oktawia z Radziwiłowiczów Rodkiewicz, to była kobieta anioł. Wyszła za Żeromskiego gdy był biednym guwernerem, początkującym pisarzem, rokującym, ale bez majątku, schorowanym, bez zawodu, i w małżeństwie stała się dla niego opiekunką, agentem, przyjacielem, lobbystą, żoną, kochanka, matką jego syna. Mieszkali tam, gdzie zapewnione było zdrowie pisarza, przenosili się z miejsca na miejsce. Gdyby nie ta kilka lat starsza od niego wdowa po polskim działaczu społecznym, pewnie nie dożyłby debiutu i nie otrzymałby posady w bibliotece Muzeum Narodowego Polski w Rapperswil a później w bibliotece w Warszawie. Panienka z bogatego ziemiańskiego domu cierpiała nieraz biedę przy swym mężu, ciągle wierząc w jego talent. Jej zaangażowanie pozwoliło mu ukończyć Popioły, dzięki którym zdobył uznanie i mógł poświęcić się całkowicie pracy literackiej. Ale kiedy w 1909 roku pojechali do Paryża w małżeństwie było już źle i do Polski kilka lat później wrócił nie z żoną, lecz z kochanką Anną Zawadzką, z którą miał córkę Monikę. Nie dostałby rozwodu kościelnego, więc zmienił wyznanie dla kobiety, podobnie jak Piłsudski, i stał się ewangelikiem. Jakoś to nikomu w ówczesnej Polsce nie przeszkadzało, że porzucił żonę – społecznicę, dla dwadzieścia lat od siebie młodszej malarki. Nie stracił swego emblematu sumienia narodu. Oktawia była więc jego żoną młodopolską, żoną od organizacji społecznych, walki zbrojnej, zdobywania uznania w świecie literackim, budowania ochronki w Nałęczowie. Anna stała się żoną twórcy, sama będąc artystką przeprowadziła go przez kryzys wieku średniego i wydobyła z Żeromskiego jego potencjał artystyczny na innym poziomie.

Oktawia, po śmierci ich syna Adasia w 1918 roku (skończył zaledwie 18 lat) popadła zupełnie w chorobę nerwową. Wciąż żyła życiem swego męża, nigdy już nie oderwała się od wspomnień, a nawet z czasem zaczęła konfabulować niektóre zdarzenia. Pierwszy epizod choroby nerwowej miała już w 1905 roku, gdy musiała nawet zdecydować się na pobyt w szpitalu psychiatrycznym, później było kilka innych. Pod koniec życia podobno popadła w zupełne szaleństwo. Pytanie co spowodowało ten stan u dziarskiej i zawsze pomocnej Oktawii dręczy mnie od dawna. Nie ma bowiem załamania nerwowego bez przyczyny. Być może źródłem był ten wszechogarniający altruizm Oktawii, to jej bezgraniczne oddanie społecznikowskie, oddanie całego swojego życia mężowi, ochronce i szkole, którą założyła w Nałęczowie, tamtejszemu pensjonatowi. To jej życia dla innych, przez innych, w imieniu innych nie siebie, doprowadziło ją do wyniszczenia, postarzała się w tej służbie „sprawie” i nie zauważyła, że mąż już o nią nie zabiega. Już jej nie potrzebuje. Gdy wyjechali do Paryża Żeromski poznał tam Annę Zawadzką, malarkę. Po dwudziestu latach oddanej pracy Oktawia została porzucona przez męża dla innej, młodszej, ładniejszej. Potem przyszła śmierć syna i Oktawia już nigdy nie wróciła do zdrowia.

Oczywiście nie zabraniam Żeromskiemu dążyć do szczęścia. Wybrał to, co wybrał. Chciałabym tylko, by czytelnicy kolubryn lekturowych zobaczyli w nim człowieka zaprzeczającego swym wzniosłym zasadom z miłości do kobiety, nie ojczyzny. Kogoś kto musiał żyć ze świadomością, że kobieta która poświęciła dla niego całe swoje życie, po rozwodzie żyje na granicy szaleństwa. Żyje tylko przeszłością. Jej miłość nie zakładała gniewu i nienawiści, a szkoda. Może gdyby się na niego wściekła, uratowałaby ostatnie lata swego życia dla samej siebie.

Ale wychowano ją na damę, na Polkę, na żonę.

Nie na człowieka.

Reklamy